potrzebuje pocieszenia. Muszę powiedzieć, że cholernie mnie to kusiło. .
Muzyka wprawiała ścianę w wibrację. Adam się pochylił, musnął jej czoło delikatnym oddechem. Ciepło jego ciała kusiło. Od tak dawna jest jej zimno... pocałował jej czoło, skronie, policzek. Złapała go za koszulę. Pożądanie zalało ją falą, obudziło ból pragnienia. Muskał językiem płatek jej ucha.. Posłał mi za to szeroki uśmiech. Każdy pocałunek wciąż wywoływał miły szok. Żadne usta nie były równie miękkie. Nikt tak dobrze nie smakował.. Coś cicho, prawie bezszelestnie przesuwało się między drzewami i skradało podstępnie w moim kierunku. Czułam wyraźnie jak serce podchodzi mi do gardła. Strach na nowo paraliżował moje zziębnięte ciało. Zaparłam się o drzewo najmocniej jak tylko umiałam, jakby to posunięcie miało mnie w jakiś sposób ochronić przed zagrożeniem, a wyczuwałam je całym swoim instynktem. Mięśnie mojej twarzy napięły się mimowolnie, by zwolnić nagle swój uścisk odsłaniając przy tym rząd białych zębów. Moje ciało zdawało się nie reagować na polecenia mózgu, który mówił by pozostawało w bezruchu, wciśnięte w twardą, zimną korę drzewa. Cały swój ciężar przeniosłam na prawą, ugiętą nogę wychylając resztę ciała do przodu. Szykowałam się do starcia z nieprzyjacielem. Nawet Charlie uczył mnie gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, że najlepszą obroną był atak. Wytężałam wzrok w kierunku niepokojących odgłosów tak intensywnie, aż powodowało to pulsujący ból w skroni, a serce w mojej piersi dudniło tym samym tempem. Dyszałam ciężko zaciskając dłonie w pięści, kłykcie zapewne zrobiły się od tej reakcji trupio blade. Właśnie taka zapewne byłam cała - trupio blada. Czułam jak krew w niewiarygodny sposób ze mnie upływa, czułam jak moje dudniące serce szarpie się z wycieńczenia by w kulminacyjnym momencie przestać po prostu bić. W zwolnionym tempie śledziłam wzrokiem coś, co zbliżało się w moim kierunku. Z kolejnymi ułamkami sekundy moje spojrzenie stawało się bardziej spostrzegawcze, na tyle ostrzejsze by dostrzec w ciemności czym było owe zagrożenie. Puma! Cała akcja przybrała normalne tempo. Tuż przed moją twarzą znajdowały się już potężne, lśniące, ostre kły drapieżnika. Byłam zdezorientowana jedynie reakcją ze strony mojego ciała, które w zatrważająco szybkim trybie odchyliło się w lewą stronę, by nie spotkać się z napierającym cielskiem zwierzęcia. Przez mój umysł przebiegało miliony myśli, które potrafiłam wyłapywać bez najmniejszego problemu. Moja uwaga była w stanie skupić się na każdej z nich. Odruchowo pochwyciłam w ramiona odbijającą się akurat przednimi łapami o drzewo pumę by cisnąć nią o znajdujący się naprzeciw nas potężny świerk. Jej zawodzący ryk rozniósł się echem po zalesionym terenie powodując tym samym falę paniki wzbijających się w powietrze ptasich skrzydeł. Wydałam z siebie przytłumiony, gardłowy charkot wpatrując się w swoją ofiarę z dziką, wypełniającą mnie rządzą krwi. Na nowo poczułam wiatr, zarówno we włosach jak i na swojej twarzy, podczas pokonywania w oszałamiająco szybkim tempie odległości dzielącej mnie od dzikiego zwierza. Zdawać by się mogło jakobym w ogóle nie wykonała żadnego ruchu w jego stronę. Zapewne nie można było zarejestrować ludzkim wzrokiem momentu mojego ataku, tak jakbym po prostu od momentu zderzenia dzikiego zwierza z drzewem stała cały czas nad nim. W tamtej chwili zapewne nie byłam bardziej oswojonym drapieżcą niż moja ofiara, której rzuciłam się właśnie do gardła. Poczułam na swojej głowie dziwny nacisk, coś zdawało się mnie łaskotać po potylicy. Skierowałam spojrzenie w bok. Puma starała się właśnie wgryźć w mój kark, lecz jej nieudolne starania sprawiły, że wywróciłam oczyma z politowaniem. Zacisnęłam szczęki mocniej na jej skórze przecinając ją i zatapiając się w jej rozgrzane ścięgna niczym w wyborny deser. Zwierzę walczyło ze mną do swego ostatniego tchnienia. Zwolniłam swój morderczy pocałunek wówczas, gdy nie stanowiło już dla mnie zagrożenia, gdy było już martwe. Stałam nad ścierwem dysząc ciężko. Coś lepkiego delikatną stróżką spływało powoli z kącika moich ust. Otarłam wargi dłonią, bladą niczym księżyc, a jej biel kontrastowała z czerwienią w której była umazana. Krew. Z mojej krtani wyrwał się żałosny i rozgoryczony ryk.. Ostateczną Właściwą Odpowiedź.. Dan stał w milczeniu. Nadal tulił z czcią postrzępiony tom. Greg po prostu siedział i patrzył na kolegę tak, jak się patrzy na skomplikowany witraż albo kogoś, kto rozbiera się w oknie naprzeciwko, kilka pięter wyżej.. Może poszłam z tą szczerością trochę za daleko. Eric nie był specjalnie zaskoczony, że uprawialiśmy seks; ale był zaskoczony, kiedy mu powiedziałam, że zaoferował zrezygnowanie ze swojej ciężko zdobytej pozycji w hierarchii wampirów na rzecz mieszkania ze mną.. Henry był basistą w jazzowym zespole w Hanover. Był wysoki i przystojny, uśmiechał się szelmowsko, a ciemne loki wiecznie opadały mu na oczy. Pokój Sereny w internacie znajdował się dokładnie pod jego pokojem. Czasem późną nocą rzucała podręcznikiem w sufit i czekała, aż on w odpowiedzi upuści coś ciężkiego na podłogę. Czasem - właściwie to bardzo często - wymykali się na dach, pili whisky i palili cygara. Byli dobrymi przyjaciółmi, a kiedy skończył się rok szkolny, wylądowali w Ridgefield - jego rodzina mieszkała tu cały rok, a ona spędzała lato. W noc przed jej siedemnastymi urodzinami siedzieli do późna, pili, gadali i wylądowali na korcie tenisowym, gdzie położyli się na plecach i czekali na spadające gwiazdy. I koniec końców zaczęli się całować. A potem Henry powiedział: „Kocham cię”. Zamiast coś odpowiedzieć, Serena uciekła do domu, zarezerwowała bilet do Paryża, do brata, który tam wyjechał, i nigdy więcej nie rozmawiała z Henrym. Oczywiście, że go lubiła. Serio. Ale miłości nie da się z niczym pomylić, a wtedy mogła kochać tylko jednego chłopca. I być może teraz też.... Wyciągnął rękę z wampirzą szybkością, szarpnął mnie do tyłu i rzucił na cementową ścianę. Poczułam falę bólu. Przytrzymywała mnie blada ręka Ivy.. Upodobanie, ponieważ król był radosny w oczekiwaniu.